Michelle Obama na konwencji wyborczej Hilary Clinton

kobieco społecznie

No i pozamiatała

Czy tylko mi się zdaje, czy Michelle Obama już w tym miesiącu wygrała dla Hillary Clinton listopadowe wybory?

Dwa krótkie – bo mniej więcej 15-minutowe – wystąpienia przed milionową (jeśli nie większą) publicznością wystarczały małżonce ustępującego prezydenta Stanów, by połowa cywilizowanego świata zbierała ziemi z hukiem opadnięte szczęki. Najpierw, jak gdyby nigdy nic, zaśpiewała w programie rozrywkowym karaoke w samochodzie jadącym po ogrodach Białego Domu. O tym, że mężczyzna nie powinien zwlekać z oświadczynami jeśli jest mu dobrze z dziewczyną. I o tym, że jest w tym towarzystwie najgorętsza też zaśpiewała. Można? Pewnie, że można. Z tego, co mi wiadomo, wszyscy wyszli z tego cali i zdrowi.

5 dni później pokazała światu, w tym republikańskiej żonie kandydata na prezydenta, jak powinno brzmieć i wyglądać perfekcyjne przemówienie na konwencji Partii Demokratycznej. To nie było jednak przemówienie tylko dla zainteresowanych polityką. Dla mnie to było wystąpienie do współczesnych kobiet i matek. By były odpowiedzialne, czujne i odważne. W wychowaniu dzieci, pracy, relacjach z innymi i wobec innych. Bez zbędnych słów ani gestów, prostym językiem powiedziała to, co współczesna kobieta, nie tylko Amerykanka powinna usłyszeć, by poczuć się zmotywowaną i zainspirowaną. Choć z pewnością dużo większe wrażenie zrobiła na mieszkankach Stanów niż choćby Europejkach, przywołując obraz swoich czarnoskórych córek bawiących się z psami w Białym Domu wybudowanym przez niewolników czy z klasą nawiązując do „afery rozporkowej” Billa Clintona, w kraju, gdzie skandale obyczajowe najprawdopodobniej dużo częściej wychodzą na światło dzienne niż na starym kontynencie.

Bezpretensjonalność i patos. Kobieta kompletna, z doskonałą intuicją i w mądry sposób potrafiąca ją wykorzystać zarówno w słowach, jak i w czynach dla dobra nie tylko Demokratów, ale i wszystkich Amerykanów. Zatem to jej najprawdopodobniej Stany Zjednoczone będą zawdzięczać nie tylko pierwszego czarnoskórego prezydenta tego kraju, ale i pierwszą kobietę na tym stanowisku.

Tylko pozazdrościć takiej kobiety w życiu publicznym. Z tego, co się orientuję aspirantki do pozycji „żon stanu” w Polsce ostatnio starały się ustalić, czy to słuszne, że nie będzie odczytany apel smoleński przy okazji rocznicy wybuchu powstania warszawskiego. Czy tego typu kwestie pomogą mi lepiej wychować swoją córkę? Nie sądzę. Raczej jeszcze muszę poczekać na swoją polską Michelle.