widok na Białkę Tatrzańską

podróżniczo rodzicielsko

Gdy coś sobie umyślę

Jak tam z Twoimi celami? Masz w ogóle jakieś? Pilnujesz ich realizacji? Nie odpuszczasz, mimo że bywa ciężko i rzadko kiedy ktokolwiek zauważy Twoje wysiłki? Nie, to nie było do Ciebie. Takie pytania zadaję sobie ja sama po kilka razy w tygodniu. I są skuteczne. Opowiem Ci przykład.

Pokazywanie świata maluchowi to nie lada wyzwanie jeśli podejść do tego dosłownie i kreatywnie. No bo można pokazywać go przecież w telewizji. Albo na tablecie. Ale wtedy istnieje ryzyko, że dziecko przed ekranem pozostanie dłużej niż by się chciało – o ile oczywiście w tym wszystkim zależy Tobie na jego zdrowiu. A że ja i mąż należymy do tych, którym zależy, zasięg tego, co jest do pokazania, z każdym tygodniem rośnie. W jednym z ostatnich objął nawet polskie i słowackie Tatr. Oczywiście, są tacy rodzice, którzy w pierwszym roku życia dziecka są w stanie przejechać lub przelecieć z nim tysiące zagranicznych kilometrów. Jednak o nich się pisze w gazetach, przeprowadza wywiady i ogólnie uważa albo za nadludzi (zdanie tych, którzy też tak by chcieli) albo dziwaków (zdanie tych, którym tak by się nie chciało). Ale ja póki co jestem amator, który jara się udaną kilkugodzinną podróżą z małym dzieckiem własnym autem w nowe miejsce. Taki sobie założyłam cel – jeszcze przed końcem roku zdarzyć wyjechać z córka poza granice Polski. Choćby i na 8 godzin. No co? Źle?

PopradUliczka w Popradzie.
Dzieci na prawo, dorośli na lewo, a niezdecydowani naprzód.

Owszem, kawa na wyjeździe nadal była zimna, prysznic za krótki, pobudka w okolicach 6 rano, a najczęstszym miejscem przewijania – ciasne, brudne kabiny restauracyjne. Więc po co mi to? W głównej mierze dostarczenie córce wrażeń, których nie zapewnia nasze rodzinne miasto (świeże, górskie powietrze, spotkanie oko w oko z owcami, kąpiel w wodach termalnych, okazja do przysłuchania się grającej na żywo kapeli góralskiej) wygrało z wszystkimi związanymi z wyjazdem wyrzeczeniami i niedogodnościami. A jeśli Ci mało, to dodam, że nie chciałam wyjść z „ambicjonalnej” formy, którą łatwo stracić wraz z upływem kolejnych dni spędzanych z dzieckiem, sprawdzić się w wytrwałości w postanowieniu, zorganizować się w nietypowych okolicznościach i wyrwać się na chwilę z kręgu praca – zakupy – dom – Teletubisie – Misio Zdzisio. No i nabrać wprawy na przyszły rok.

owcaOwca próbuje zabić wzrokiem. Córka także. Żadnej na szczęście się nie udało.

Ale nie próbuj podobnie. To nie dla każdego. Jeszcze Ci wyjdzie i będzie trzeba znaleźć sobie nowy cel do osiągnięcia. A po co Ci to?